Sanki to jedna z najtańszych form spędzania czasu zimą na świeżym powietrzu. Zawsze cieszyła się dużą popularnością nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale również i dorosłych.
Dla większości z nas jazda na sankach jest pierwszą myślą jaka przychodzi wraz z nadejściem zimy i pojawieniem się śniegu. Jakże często obserwujemy za oknem rodziców czy dziadków ciągnących na sankach swoje pociechy. Każdej zabawie saneczkowej towarzyszy śmiech i adrenalina.
Przy całej tej euforii nie powinniśmy zapominać jednak o zdrowym rozsądku i bezpieczeństwie. Przeczytaj nasz artykuł a dowiesz się kiedy po raz pierwszy zabrać maluszka na sanki, gdzie lepiej się bawić na górce obleganej przez starsze dzieci czy na zasypanym śniegiem trawniku. Jak ubrać dziecko żeby nie zmarzło i wróciło do domu bez kataru? Jakie sanki są najlepsze (drewniane czy plastikowe, z oparciem czy bez)? W co jeszcze można się bawić na śniegu?
Po co komu sanki?
Szaleństwa na śniegu są dzieciom potrzebne. Dzięki nim mają lepszy humor, hartują się i nabierają apetytu na coś więcej niż biszkopty. No i przede wszystkim świetnie się bawią! To również świetna okazja dla rodziców, aby spędzili czas wspólnie ze swoja pociechą. Takie wspólne zabawy na śniegu są nie tylko niezwykle interesującą formą spędzania czasu dla całej rodziny, ale przede wszystkim sprzyjają pogłębianiu się więzi rodzinnych.
Kiedy można iść na sanki?
Oczywiście wtedy gdy jest śnieg, ale nie wtedy gdy jest bardzo zimno – to ma być przyjemność a nie kara. Niektórzy uważają, że sanki to drugi „pojazd” maluszka, tuż po wózku. Szkraby można na nie zabierać właściwie od chwili, kiedy potrafią już samodzielnie siadać. Wcześniej lepiej nie, pociecha wpatrzona w zachmurzone niebo nie będzie czuła się w sankach tak komfortowo jak w wózku. A od kiedy siada, właściwie jedynym ograniczeniem jest siarczysty mróz.
Pewnie nieraz słyszeliście, że z małym dzieckiem nie powinno się wychodzić, gdy temperatura spada 10 stopni poniżej zera. To w zasadzie prawda, ale nie do końca. Jeśli nie ma wiatru i świeci słońce, mrozu nie odczuwa się tak bardzo jak wówczas, gdy wieje i jest ponuro. Najlepiej po prostu wyjrzeć za okno. Jeśli ludzie kulą się z zimna i nawet psy nie mają ochoty na spacer, lepiej zostać w domu, niezależnie od tego, co pokazuje termometr. Jeżeli natomiast jest chłodno, ale w miarę ładnie, nie zwlekajcie, bo jutro śniegu może już nie być. Nie wychodźcie jednak na długo: lepiej wyjść dwa razy na pół godziny czy godzinę, niż bawić się na mrozie pół dnia. Gdy temperatura spadnie poniżej –15 stop. C, zostańcie w domu.
Gdzie na sanki?
Zimą dzień jest krótki, więc wyprawy do parku czy lasu są możliwe zwykle tylko w weekendy. Jeśli macie niewiele czasu, zabierzcie dziecko na sanki w jakiekolwiek bezpieczne miejsce – gdy jest śnieg, nawet marny osiedlowy skwerek może wyglądać jak z bajki. Brzdącowi wystarczy łagodne wzniesienie, a nawet zwykły, płaski jak stół, zasypany trawnik. Zabawa w pobliżu domu ma ogromną zaletę – jeśli maluch przemoczy ubranie albo zrobi kupę, będzie można zarządzić błyskawiczny odwrót.
Jeśli zdecydujecie się na zjeżdżanie z górki, wybierajcie pagórki z małym nachyleniem, i jeżeli dziecko jest na tyle duże, że może zjechać samo, niech ktoś jedzie zaraz obok na drugich sankach (któreś z rodziców, starsze rodzeństwo). Górka powinna być pokryta śniegiem a nieoblodzona, gdyż na oblodzonej górce można jechać za szybko i łatwo stracić kontrolę nad sankami. Unikajcie górek obleganych przez starsze dzieci albo narciarzy: zderzenie dwu- czy trzylatka z pędzącym na sankach szóstoklasistą (nie wspominając o dorosłym narciarzu) może być bardzo niebezpieczne.
Jeżeli zjeżdżacie z dzieckiem upewnijcie się, że jego ręce i nogi nie zwisają z boku sanek. W ten sposób unikniecie "zahaczenia" o ewentualne przeszkody, a tym samym złamań. Jeżeli dziecko zjeżdża samo zwróćcie mu uwagę, aby nie wystawiało rąk czy nóg na boki, bez potrzeby. Przed zjechaniem upewnijcie się również, że żaden kawałek ubrania nie wplątał się w sanki, bo może to doprowadzić do poważnego wypadku.
Pilnujcie dziecka, nie pozwalajcie mu samemu chodzić na trasie zjazdowej. Przecież ktoś może źle pokierować sankami i uderzyć w dziecko. Na stoku może dojść do wielu wypadków i obrażeń.
Dzieci do 12 lat, powinny mieć podczas zjeżdżania kaski ochronne na głowę. Na trasie zjazdu obserwujcie czy nie wystają spod śniegu jakieś korzenie, uważajcie na innych saneczkarzy oraz drzewa. Zanim zjedziecie sprawdźcie gdzie kończy się górka, abyście nie wylądowali na ulicy.
Uważajcie na zjeżdżające osoby, podczas gdy wchodzicie pod górkę. Najlepiej wchodzić na nią z boku, a nie pośrodku trasy zjeżdżających.
Nigdy nie urządzajcie sobie trasy zjazdowej na ulicy, która może wydawać się lepszą trasą niż tradycyjna górka, w każdej chwili może pojawić się na niej jakiś samochód, czego dowodem jest duża liczba wypadków każdego roku.
Od pierwszej saneczkowej wyprawy uczcie malucha zasad bezpieczeństwa: powinien wiedzieć, że trzeba trzymać się z dala od samochodów i zbyt stromych stoków, że na górce (nawet małej), nie wolno się przepychać i że zjeżdżając, trzeba uważać na innych.
Pamiętajcie raz jeszcze – nigdy nie pozwalajcie małemu dziecku zjeżdżać samemu i zawsze jego pierwsze szaleństwa w sezonie rozpoczynajcie od małych górek.
Jakie sanki wybrać?
Odpowiednie sanki do podstawa. Wybór jest ogromny, drewniane, plastikowe, aluminiowe, i nie tylko sanki, ale inne "urządzenia" do zjeżdżania z górki. Jeżeli poszukujesz sanek dla dziecka zwróć uwagę, aby były bezpieczne. Powinny mieć one oparcie, szczególnie dla małych dzieci. Niezależnie od tego, na jakie sanki się zdecydujesz, nie kupuj tandety: nie mogą się rozpaść w czasie jazdy. Tradycyjnych drewnianych albo metalowych sanek (z oparciem lub bez) nikomu nie trzeba chyba przedstawiać.
Dla niemowlaka najwygodniejsze będą drewniane z oparciem. Są droższe od plastikowych, wcześniej idą też w odstawkę, ale w takich „królewskich saniach” spacer będzie naprawdę przyjemny. Później, kiedy maluch ma już 2-3 lata, sanki powinny być płaskie. Na tych z oparciem niewygodnie zjeżdża się z górek. Polecamy zwłaszcza sanki z metalowymi płozami, bo plastikowe niszczą się (ścierają) na posypanych żwirem drogach i odśnieżonym asfalcie. Inwestycja większa, ale opłacalna.
W sklepach można znaleźć także sanki nowocześniejsze, zrobione ze sztucznego tworzywa. Są lekkie, elastyczne i wytrzymałe, a w niektórych modelach (np. w KHW Sanki Snow Flipper de Luxe, cena ok. 100 zł) zastosowano sprytne rozwiązania, np. chowający się sznurek, który nie plącze się podczas jazdy.
Odpowiedni ubiór
Ubranie małego saneczkarza musi być ciepłe, nieprzemakalne i wygodne. Nie może być również zbyt ciepłe – opatulony jak Eskimos smyk spoci się i zmarznie dwa razy szybciej. Upewnij się, że ubranie dziecka nie ma jakichś wiszących sznurków czy innych elementów, które mogłyby się zaplątać podczas jazdy na sankach.
Poza ciepłą bielizną, rajstopami i sweterkiem dziecko powinno mieć na sobie:
Kombinezon z kapturem. Może on być jedno- lub dwuczęściowy (spodnie na szelkach plus kurtka), oczywiście ciepły i nieprzemakalny, ale przy tym lekki, ze ściągaczami w nogawkach i rękawach, by nie wsypywał się do nich śnieg.
Ciepłą czapkę. Nie za dużą, bo przesunie się i odsłoni uszy albo opadnie na oczy. Nie sprawdzają się kominiarki zasłaniające usta - wydychane powietrze skrapla się na materiale.
Szalik. Miły w dotyku, ale przede wszystkim niezbyt długi, by końcówki nie dostały się pod płozy sanek.
Rękawiczki. Dla maluchów najlepsze są z jednym palcem, nieprzemakalne i przypinane do rękawów kombinezonu. Jeśli maluch nosi wełniane lub polarowe, zabierz ze sobą zapasową parę na zmianę gdy te przemiękną. Starsze dzieci wolą rękawiczki z palcami – mogą wtedy lepiej chwytać różne rzeczy lepić kulki itd.
Porządne buty. Z grubą podeszwą i wysoką cholewką, ocieplane i nieprzemakalne. Nie warto na nich oszczędzać, bo przemoczenie nóg to murowany katar.
Małe dziecko nie może zmarznąć. Sanki trzeba wyłożyć kocykiem, a dziecko ubrać na tzw. cebulkę. Maluszek, tak jak dorosły, najwięcej ciepła traci przez głowę, stopy i dłonie, dlatego powinny być one najlepiej zabezpieczone przed mrozem.
Załóżcie dziecku kask ochronny (!) na głowę, szczególnie jeśli ma zjeżdżać z górki. Sanki są jednymi z częstych przyczyn urazu głowy przez dzieci, gdyż ich głowa jest jeszcze delikatna i łatwiej ulega urazom.
Jeśli wybieracie się na sanki z malcem, który ma niewiele ponad rok, będziecie go głównie ciągnąć, dlatego zabierzcie karimatę do podłożenia pod pupę i kocyk do przykrycia smyka. Maluszek siedzi w sankach bez ruchu i może zmarznąć bardzo szybko.
Pamiętajcie też o odpowiednim ubiorze dla siebie. Załóżcie kilka warstw ubrań, aby móc zdjąć którąś w razie potrzeby. Ciepły golf, kurtkę, czapkę, nieprzemakalne spodnie, ciepłe buty – najlepiej na traktorowej podeszwie. Ponadto rękawiczki, szalik i szminka ochronna do ust oraz tłusty krem na twarz.
Zakończcie zabawę, jeżeli widzicie że dziecku jest zimno lub poczujecie chłód na którejś części ciała. Najszybciej na nogach lub rękach. Jeżeli jest mroźny dzień, pomimo iż nie czujecie zimna nie przesadzajcie z czasem pobytu na sankach, gdyż możecie odmrozić dziecku albo sobie twarz, ręce, stopy, nie czując zimna od razu. Kontrolujcie czas szczególnie, jeżeli są z Wami małe dzieci.
Pamiętajcie o kremie ochronnym
Kwadrans przed wyjściem koniecznie posmarujcie buzię dziecka zimowym, tłustym kremem ochronnym – nie tylko policzki, ale także nos, bródkę itd. Dzięki temu kosmetyk zdąży się wchłonąć. Na mrozie i wietrze delikatna buzia dziecka może się odmrozić. Usta posmaruj mu pomadką ochronną.
Jakie zabawy na śniegu
Zabaw z sankami są dziesiątki, począwszy od gonitw, przez zjeżdżanie z pagórków i górek, po efektowne wywrotki, robienie orła, bitwę na śnieżki itd. itp. Dziecko samo da znać, które najbardziej mu się podobają. Ważne jest, żeby własnego temperamentu nie utożsamiać z temperamentem maluszka. Jeśli sprawia nam radość efektowne zarzucanie sankami, podczas którego dziecko wypada w zaspy, ale szkrab boi się takich ewolucji, lepiej z nich zrezygnować. Pamiętajcie o ma być zabawa i frajda a nie kara i stres.
Oto kilka propozycji zabaw dla młodszych saneczkarzy:
Kulig - do sanek malucha doczepiamy sznurek pojazdu kolegi (albo dwóch). W roli rączych koni najlepiej sprawdzą się tatusiowie.
Zamiana ról. Malec nie przesunie żadnego z Was nawet o milimetr, ale dlaczego nie miałby spróbować? Możecie mu trochę pomóc, odpychając się nogami. Może także ciągnąć (lub pchać) na sankach misia, twój plecaczek albo nawet minibałwanka. Dzięki temu nie zmarznie zbyt szybko.
Wywrotki. Chcecie czy nie, dziecko najbardziej cieszy się wtedy, gdy ląduje w śniegu. Ale tylko wtedy, gdy robi to na własne życzenie. Rozpędźcie sanki i nagle skręcajcie – wtedy maluch wypadnie z pewnością z sanek.
Kiedy pora do domu
Jeśli sami czujecie zimno lub widzicie, że zimno jest dziecku lepiej kończcie zabawę. Do domu trzeba również wracać wtedy, gdy maluch przemoczył ubranie lub buty . I trzeba to zrobić jak najszybciej. Jeśli jesteście daleko i nie ma innego wyjścia, przebierzcie go w ogrzanym aucie.
Ogrzewajcie dziecko stopniowo. Nie fundujcie mu z marszu gorącej kąpieli, bo zwężone naczynka krwionośne rozszerzą się zbyt gwałtownie, a to nie wychodzi na zdrowie. Przebierzcie malucha w suche, ciepłe ciuszki, jeśli trzeba, otulcie kocykiem.
Jeżeli podczas spaceru dziecko zgubiło rękawiczki, ogrzewajcie mu dłonie najpierw w letniej, a dopiero potem w ciepłej wodzie.
Po powrocie warto też napić się czegoś gorącego. Może to być kakao albo herbata malinowa. Jeśli dziecko przemarzło na wszelki wypadek można też podać mu witaminę C.